Horror bez happy endu

Dzisiejszy mecz, niczym u Hitchcocka, był widowiskiem trzymającym w napięciu do ostatnich sekund. Niestety, bez happy endu dla pomarańczowo-czarnych.

Gdy w 90. minucie wprowadzony przed momentem Kamil Dziadowicz doprowadził do wyrównania, wszyscy sympatycy KSZO odetchnęli z ulgą. Ostrowczanie grali nieźle w ofensywie, jednak szwankowała nie po raz pierwszy skuteczność, a także krycie w defensywie. Remis był wynikiem, który pomarańczowo-czarni przyjęliby i tak z lekkim niedosytem, bowiem okazji do zdobycia gola stworzyliśmy sobie całkiem sporo. W drugiej części gry mieliśmy optyczną przewagę, ale podobnie jak w kilku wcześniejszych meczach brakowało wykończenia. Czy to jeśli chodzi o decyzję o zakończeniu akcji strzałem czy też próbę dośrodkowania lub podania. Znów brakowało decyzyjności, sporo było też nieprzemyślanych podań, powodujących straty, które z kolei prowokowały groźne kontry w wykonaniu Podhala. Niestety, zaraz po tym jak udało się w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry doprowadzić do wyrównania, nasze gapiostwo we własnym polu karnym bezlitośnie wykorzystał Artur Pląskowski, który po raz drugi trafił dziś do siatki. Gdy zaś wybrzmiał końcowy gwizdek, podopiecznych Dariusza Mrózka opanowała dzika radość, która nie mogła dziwić, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nowotarżanie nie grali wielkiego meczu. Marcin Wróbel i nasi zawodnicy długo zaś nie mogli uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Po raz kolejny straciliśmy punkty w starciu, w którym nie miało prawa się to stać. A już zwłaszcza tuż po zdobyciu gola na 2:2.

Przez pierwszy kwadrans Podhale w zasadzie zostało w szatni, pomarańczowo-czarni dla odmiany zaczęli z wysokiego „c”. Już w 3. minucie byliśmy bliscy prowadzenia, po tym jak po dograniu Putona, Michał Grunt główkował minimalnie niecelnie. Jednak trzy minuty później było już 1:0. Grunt świetnie dograł do Jedlikowskiego, a ten w sytuacji sam na sam nie miał problemów z pokonaniem Szukały. Niestety, KSZO nie poszedł za ciosem. Nowotarżanie stopniowo przejmowali kontrolę nad meczem i raz po raz sprawiali naszej defensywie mnóstwo kłopotów. Pierwszą dobrą sytuację zmarnował Damian Mrówka, który po dośrodkowaniu od Drobnaka główkował wprost w Zacharskiego. Z kolei po rajdzie prawą stroną boiska w wykonaniu Pląskowskiego dosłownie w ostatniej chwili udało się nam zażegnać niebezpieczeństwo. Po kilku ostrzeżeniach ze strony Podhala, w końcu goście doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu z głębi pola kompletnie niepilnowany Damian Mrówka uderzeniem głową pokonał zbyt mocno przyspawanego do linii bramkowej Zacharskiego. Jeszcze przed przerwą ostrowczanie mogli ponownie objąć prowadzenie. Po rzucie wolnym z osiemnastu metrów wykonywanym przez Fabiana Burzyńskiego fantastycznie interweniował jednak Szukała, a dobitka Madeja była minimalnie niecelna. 20-letni pomocnik KSZO nie popisał się też chwilę po przejęciu piłki na dwudziestym metrze przed bramką gości. Uderzył bardzo niechlujnie i piłka powędrowała dobrych kilka metrów obok bramki Podhala.

Do momentu bramki na 1:2 na boisku działo się niewiele. Optyczną przewagę miał KSZO, ale cóż z tego, skoro brakowało przysłowiowej kropki nad „i”. Kamil Łokieć po wbiegnięciu w pole karne gości zamiast strzelać niepotrzebnie szukał jeszcze podania i finalnie cała akcja spaliła na panewce. Chwilę później Patryk Cheba przy próbie uderzenia nieczysto trafił w piłkę. Goście odpowiedzieli uderzeniem zza pola karnego Marka Mizii, które na rzut rożny wybił Zacharski. Aż wreszcie nadeszła 79. minuta. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego nie potrafiliśmy wybić piłki, dopadł do niej Artur Pląskowski i silnym uderzeniem nie dał szans naszemu bramkarzowi. Ostatnie minuty to już prawdziwy rollercoaster – z nieba do piekła. Na trafienie Dziadowicza odpowiedział Pląskowski, powodując olbrzymie rozgoryczenie wśród ostrowieckich fanów. Dzięki temu nowotarżanie pozostają wiceliderem, mając na swoim koncie dokładnie tyle samo punktów co prowadząca aktualnie Stal Rzeszów. Szesnasty kolejny mecz bez porażki musiał smakować wyjątkowo, zwłaszcza po wyrwaniu punktów w takich okolicznościach. Nowotarżanie najwyraźniej pomyśleli tak samo, zajadając się po meczu pyszną pizzą. Życzymy smacznego i gratulujemy trzech punktów!

Z kolei trener Marcin Wróbel będzie miał nad czym myśleć. Kolejny raz w bardzo głupi sposób, żeby nie użyć mocniejszego określenia, tracimy punkty i zamiast być w tabeli tuż za czołówką, musimy coraz mocniej spoglądać za siebie. Zwłaszcza jeśli któraś z podkarpackich drużyn zadomowiłaby się w strefie spadkowej II ligi. Tak czy siak ostatni tegoroczny mecz w Wólce Pełkińskiej będzie niesamowicie istotny dla układu tabeli po rundzie jesiennej. Życzylibyśmy sobie tam lepszej skuteczności oraz przywiezienia przez naszych piłkarzy przynajmniej jednego punktu.

KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Podhale Nowy Targ 2:3 (1:1)

1:0 Piotr Jedlikowski 6 minuta

1:1 Damian Mrówka 30 minuta

1:2 Artur Pląskowski 79 minuta

2:2 Kamil Dziadowicz 90 minuta

2:3 Artur Pląskowski 90+2 minuta

KSZO: Zacharski – P. Cheba, Kardas, Dybiec, D. Cheba (82′ Bełczowski) – Łokieć, Madej, Burzyński, Puton (85′ Dziadowicz), Jedlikowski (76′ Kapsa) – Grunt.

Podhale: Szukała – Tonia, Mączka, Barbus (58′ Kobylarczyk), Drobnak – Mizia (82′ Potoniec), Lewiński, Dynarek, Nawrot, Mrówka (58′ Przybylski) – Pląskowski.

Żółte kartki: Grunt, Dybiec.

Sędziował: Karol Iwanowicz (Kraśnik)

Widzów: 700

Kolejne spotkanie pomarańczowo-czarni rozegrają w najbliższą sobotę – 17 listopada w Wólce Pełkińskiej, gdzie będą podejmowani przez miejscową Wólczankę. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 13.

Zapraszamy do komentowania na forum:
www.forumKSZO.pl

stat4u