Starcie z liderem

Już jutro arcyciekawie zapowiadający się mecz, w którym piłkarze KSZO podejmą aktualnego beniaminka, ale jednocześnie lidera rozgrywek – ekipę Hutnika Nowa Huta.

Z jednej strony pierwsze miejsce zajmowane po ośmiu kolejkach przez ekipę prowadzoną aktualnie przez Leszka Janiczaka może zaskakiwać, lecz jeśli wgłębimy się nieco w temat, zaskoczenie nieco mija. Po latach zawirowań, życia na kredyt, klub z Nowej Huty wydaje się pomału odradzać. I co ważne, ma za sterami osoby, które chcą to uczynić na zdrowych zasadach.

W poprzednim sezonie Hutnik zdemolował zachodnią grupę IV ligi małopolskiej, zdobywając średnio 2,7 punktu i strzelając 4,2 bramki na mecz. Drużyna, w składzie której występowali tacy rutyniarze jak: 38-letni obrońca Marcin Makuch (wcześniej m.in. Sandecja Nowy Sącz), 35-letni Dariusz Gawęcki (Kmita Zabierzów, Sandecja, Zagłębie S.), 32-letni Michał Guja, czy wreszcie o rok młodsi Krzysztof Świątek i Kamil Sobala, nie miała sobie równych. Do tego zdolna nowohucka młodzież i krakowska ekipa wygrywała mecz za meczem, na sam koniec odprawiając w barażach Barciczankę Barcice. Z wyżej wymienionej piątki w klubie nie ma już Guji i Makucha, ale włodarze klubu zadbali o odpowiednie wzmocnienia. Do drużyny dołączyli m.in: 22-letni pomocnik Grzegorz Marszalik, który jesienią 2015 roku rozegrał nawet cztery spotkania w Ekstraklasie w barwach krakowskiej Wisły, bramkarz Mateusz Zając (kiedyś m.in. Wisła II i JKS Jarosław), czy były obrońca Hutnika, a ostatnio Karpat Krosno, Patryk Kołodziej. Z Soły Oświęcim wyciągnięto nieźle prezentującego się 20-letniego Jakuba Ptaka, a ponadto z młodzieży udało się zatrzymać Łukasza Kędziorę, którym mocno interesowały się Sandecja Nowy Sącz i Puszcza Niepołomice, a także napastnika Huberta Pachowicza, który w decydującym o awansie starciu w Barcicach popisał się hat-trickiem.

Jeśli szukać słabszych stron w ekipie trenera Janiczaka, to na pewno jest nią defensywa. Hutnik w ośmiu meczach stracił aż dziesięć bramek – to więcej niż czternasta obecnie Wólczanka, a zaledwie o jedną bramkę mniej niż plasujące się jedną lokatę wyżej Orlęta. Tyle, że to i tak wystarcza do prowadzenia. Warto podkreślić, że Hutnik ani razu nie zremisował, przegrał zaś u siebie z Wisłą Puławy, a także dość nieoczekiwanie w Kraśniku. Jednak tydzień temu nowohucianie dokonali prawdziwej demonstracji swojej siły, wygrywając na Suchych Stawach z naczelnym faworytem ligi Motorem Lublin 5:3. Zwłaszcza pierwsza połowa w wykonaniu naszych jutrzejszych rywali mogła wgnieść w fotel, bowiem schodząc na przerwę Hutnik prowadził aż 5:0! Miazga, nokaut. W Lublinie mogli jedynie przytoczyć słynną okładkę „Faktu”, która ukazała się dzień po meczu Polska-Ekwador na MŚ 2006. Trzy bramki „Motorowców” niewiele zmieniły. Trener gości Mariusz Sawa zdołał jedynie przeprosić na konferencji prasowej za kompromitujący występ w wykonaniu jego podopiecznych, a i tak już go w Lublinie nie ma.

Abstrahując jednak od niezłej formy sportowej krakowskich piłkarzy, ważniejsze dla kibiców Hutnika mogą być aktualne słowa prezesa klubu, pana Tomasza Trębacza z artykułu, który ukazał się na portalu Onet.pl dokładnie dwa tygodnie temu. Budżet się spina, generalnie nie mamy zaległości finansowych jeśli chodzi o bieżące płatności. Czasem jednak wypada jakiś „trup z szafy” żądający spłaty starych długów, ale są one słabo udokumentowane. Nasi piłkarze na pewno jednak nie mogą narzekać, zawsze mają płacone w terminie, a to przekłada się na dobrą atmosferę w zespole. Oprócz tego cieszyć może też to, że przy Ptaszyckiego mocno stawiają na szkolenie młodzieży. Pomimo tego, że po upadku „starego” Hutnika, ich sąsiad Progres Kraków przejął sporą część zdolnej młodzieży, o co włodarze nowohuckiego klubu mieli olbrzymie pretensje, teraz relacje między oboma klubami zdecydowanie się poprawiły. Akademia przestała angażować się w sport wyczynowy – prowadzi tylko sekcje dzieciaków w wieku 5-15 lat. W Hutniku trenuje zaś obecnie około 500 dzieci. Kto wie, być może są wśród nich następcy Michała Pazdana czy Marcina Wasilewskiego, którzy właśnie na Suchych Stawach zaczynali swoje bogate kariery sportowe. Prezes klubu chciałby właśnie na wychowankach opierać budowę klubu i nie ukrywa swoich ambicji: Myślami jesteśmy jeszcze wyżej (niż awans do III ligi – przyp.red.) i chcemy się rozwijać. Ale na to składa się wiele czynników i nasze chciejstwo nie jest najważniejsze. Kluczowy jest aspekt finansowy i infrastrukturalny – podkreśla prezes Trębacz. Bardzo byśmy chcieli wrócić do II ligi na 70-lecie klubu, czyli po następnym sezonie – dodaje. Włodarze klubu zdają sobie jednak sprawę, że infrastruktura klubu pozostawia wiele do życzenia. Choć jeszcze niedawno na Suchych Stawach rozgrywały swoje mecze Wisła i Cracovia (podczas remontu ich stadionów), to jednak obecnie obiekt nie spełnia choćby pierwszoligowych standardów. Konieczna jest gruntowna modernizacja, a kto wie, może nawet budowa nowej areny. Co ciekawe, na stadionie nie ma obecnie jupiterów, bowiem zostały one zdemontowane na wniosek krakowskiego konserwatora zabytków. Jego zdaniem zakłócały one widok z kopca Wandy na opactwo cystersów, które znajduje się w sąsiedztwie stadionu. Podobne zdanie mieli zakonnicy i dlatego też pod koniec 2016 roku dokonano demontażu masztów.

Podsumowując, wydaje się, że na Suchych Stawach w końcu zapanowała długo oczekiwana tam stabilność i normalność. Początek sezonu pokazuje, że Hutnik włączy się do walki o awans. Jeśli udałoby się tego dokonać, w przyszłym sezonie Kraków miałby cztery drużyny na szczeblu centralnym, co byłoby ewenementem na skalę kraju.

Spotkanie KSZO-Hutnik odbędzie się jutro o godzinie 16 na Stadionie Miejskim w Ostrowcu Świętokrzyskim. W naszym zespole wszyscy zawodnicy są do dyspozycji trenera Wróbla.

Cytaty pochodzą z artykułu autorstwa Dawida Serafina i Patryka Motyki, zatytułowanego „Fanatycy uratowali Hutnik Kraków. Klub stał się symbolem dzielnicy”, który ukazał się 8 września na portalu Onet.pl.

Zapraszamy do komentowania na forum:
www.forumKSZO.pl

stat4u